~◇II◇~

 Trzy wybicia gongu sygnalizują, że Hwayeon powinna wstać i skierować się w stronę drzwi, bo gdy gong zabije pięć razy, przyszła Cesarzowa powinna ruszyć w stronę Cesarza ze wzrokiem spuszczonym na stopy, a dwie służące prowadziłyby ją, podpierając boki, by nie przewróciła się od ciężkiej peruki. 

Podnosi się z drewnianego krzesła, którego każdy element zdobią misternie żłobione ornamenty. Przejeżdża dłonią po zimnym hebanie, a złote pierścienie wydają wyraźny dźwięk w zetknięciu z twardą powierzchnią. Bo dzisiaj oficjalnie porzuciła srebro — od teraz zdobić ją będą złote spinki, szafiry i grawerowane smoki. Złota szata na ramionach ma dwa okręgi przypominające zwiniętego do snu smoka, również złotego, ale o wiele jaśniejszego niż pozostała część materiału. 

Przy drzwiach stoją dwie służki; jej dama dworu gdzieś zniknęła, w pośpiechu podnosząc spódnicę do góry. Obie są młodymi dziewczynami, które odwracają płochliwie głowy, gdy tylko Hwayeon spojrzy w ich stronę. 

Przyszła Cesarzowa kuca obok wanny wbudowanej w posadzkę i zanurza rękę w wodzie pełnej olejków i ziół. To uspokaja szalejące nerwy przynajmniej na chwilę. Bo jak ma się nie martwić, skoro za parę chwil zobaczy Cesarza? Poślubi go? Przełyka ślinę i wyciąga rękę z wody; krople spływają po jej porcelanowej skórze, błyszczą w świetle świec, na które zostały nałożone kolorowe lampiony, by zmienić barwę światła. 

Wybrzmiewają cztery gongi, a do pomieszczenia wbiega przejęta dama dworu, czyli główna służąca i doradczyni przyszłej Cesarzowej. 

— Pani. — Składa ukłon i wyciąga rękę z flakonikiem. — Znalazłam je; musiały się gdzieś zawieruszyć, choć wyraźnie wspominałam wczoraj Choi, aby odstawiła je na miejsce… Ale niech pani się nie martwi, już je mam.

Hwayeon podnosi się, a rękaw długiej szaty opada, zakrywając bladą skórę ręki. 

— Co to jest? — pyta, marszcząc lekko brwi.

— Perfumy z pelargonii i róży pochodzące jeszcze z czasów Smoczego Boga Błyskawic. Pałac trzyma je dla kobiet Cesarza, by w chwilach, gdy ten je odwiedza, mogły wspomóc działania natury. 

Służące przy drzwiach rumienią się i zaczynają cicho chichotać, jednak milkną pod karcącym spojrzeniem damy dworu. 

— Ach — mówi tylko Hwayeon i siada na krześle, prostując plecy. 

— Mogę je zaaplikować?

— A posłuchałabyś mnie, gdybym odmówiła? — Hwayeon śmieje się gorzko i wyciąga nadgarstek. — Nie zwracaj na mnie uwagi, trochę się przejmuję — dodaje, widząc duże oczy damy dworu. — Jak masz na imię, przypomnij…?

— Gye Sangmi, pani — odpowiada i schyla się, by wyciągnąć z fiolki szklany pręcik i nanieść perfumę na skórę nadgarstka Hwayeon. 

Zapach kręci w nosie, więc Hwa w pewnym momencie kicha cicho.

— Nie jest zbyt przyjemny, ale to tradycja — wyjaśnia Sangmi z ciepłym uśmiechem. 

— Oczywiście. — Hwayeon nic nie może poradzić na to, że niezbyt cieszy ją kolejna tradycja, kolejny zwyczaj, kolejna ciężka peruka obleczona złotymi łańcuszkami. 

— Musimy iść.

Dwie służki stają po obu stronach Hwayeon, biorąc ją pod ramię, by ta nie upadła. Sangmi z kolei ustawia się na przedzie tej małej procesji z białym lampionem zawieszonym na pozłacanym kijku.

Hwayeon ma ostatnią szansę, by przyjrzeć się swojemu odbiciu w zwierciadle. Wygląda jak bogini — włosy czarne niczym krucze pióra opadają dwoma kosmykami na ramiona, a głowę zdobi peruka obleczona złotymi łańcuszkami; to na jej czubek Cesarz włoży koronę, którą to Hwayeon będzie zakładać tylko z trzy razy w roku, przez resztę czasu wystarczy coś mniejszego, choć równie złotego.  Twarz to blade płótno z czerwonymi ustami i czarnymi punkcikami, które dopiero z bliska przypominają oczy. 

Szata ciągnie się za dziewczyną, kiedy wychodzi z ciepłej łaźni na chłodny korytarz. Kolumny z jadeitu ciągną się w nieskończoność, dopóki Hwayeon nie staje przed wysokimi drzwiami. Po drugiej strony są one strzeżone przez członków Cesarskiej Gwardii, którzy otwierają je szeroko. 

Rozbrzmiewa gong. Siedemnastoletnia dziewczyna stawia pierwszy krok na nowej drodze. 

Kolejny ciężki dźwięk, Hwayeon stawia malutki kroczek za kroczkiem, opierając się o dwie służące. Wzrok ma spuszczony w dół, zza fałd złotej szaty czasami może zobaczyć swoje pozłacane buty. 

— Ku świetlanej przyszłości — myśli, kiedy mnich kolejny raz uderza w wielki gong, który mieni się metalicznym blaskiem w świetle południowego słońca. 

Czwarty gong. Hwayeon unosi głowę i rozgląda się po zebranym tłumie. Za linią gwardzistów wiwatuje mieszczaństwo, za nimi biedniejsza chołota. Jednak ciekawsze jest to, co znajduje się na wprost — ministrowie i inne ważne osobistości siedzą na krzesłach przed podium, za nimi konkubiny, a na podium pod wielkim baldachimem rodzina królewska: Cesarzowa Wdowa z czteroletnią wnuczką Mujin. Przed nimi stoi Cesarz odwrócony plecami, więc Hwayeon widzi tylko białego smoka na jego złotej szacie. 

Piąty gong, Cesarz się odwraca i podaje Hwayeon rękę z uśmiechem. Dziewczyna pozwala, aby służące podwinęły jej rękawy i wyciąga ręce. Mnich się uśmiecha, tłum wiwatuje, a Hwayeon po raz pierwszy może spojrzeć człowieka, z którym spędzi resztę życia. 

Pierwsze wrażenie? To całkiem zabawne, ale Hwayeon przede wszystkim czuje ulgę. Ulgę, że to nie jest starzec z policzkami czerwonymi od wina i oczami świecącymi obrzydliwym pożądaniem. Cesarz to wysoki mężczyzna z czarnym zarostem, który przecinają wstążeczki siwizny. Ma małe oczy, ale wydają się ciepłe. Gdy uśmiecha się do niej, w ich kącikach pojawiają się kurze łapki i Hwayeon robi się jakoś lżej. Czuje, że da radę, skoro boski Cesarz wydaje się być zwyczajnym człowiekiem. 

Mnisi nucą pieśni, a Hwayeon stoi, próbując zdecydować czy lubi dotyk szorstkiej, ale ciepłej skóry dłoni Cesarza. Ogień płonie, oświetlając ich twarze, a Hwayeon drży. 

Głosy milkną, Cesarz puszcza jej rękę, by podejść do stolika i wziąć dwa puchary po brzegi wypełnione czerwonym winem. 

— Z mocy nadanej mi przez mojego przodka, Białego Smoka Rozkazu, biorę tę kobietę, Ra Hwayeon, jako Cesarzową, Matkę Yunaem! Niech Wieczny Smoczy Ogień pobłogosławi ten związek!

Mnich wrzuca do płonącego ogniska zioła, a płomienie buchają. Tłum wydaje zdumiony okrzyk, by po chwili zacząć wiwatować, ale Hwayeon skupia się na tym, by nie upuścić ciężkiego kielicha. Upija maleńki łyk, po czym mnich zabiera puchar i od niej, i od Cesarza. 

Wino pozostawia cierpki smak na języku, Hwayeon kręci się w głowie od zapachu róż i pelargonii połączonego z palącymi się w ogniu ziołami. Jednak musi klęknąć, a na jej głowę zostaje włożona ciężka korona ze szczerego złota pełna najrzadszych i najokazalszych kamieni szlachetnych. 

Powoli się podnosi, starając się trzymać głowę prosto; nie zniosłaby upokorzenia, gdyby korona spadła. 

— Przedstawiam wam nową Cesarzową! 

Cesarz spogląda na nią z zadowoleniem i dumą, więc Hwayeon unosi trochę brodę, starając się wyglądać na dojrzalszą. 

Tłum szaleje, gwardziści uderzają włóczniami o ziemię, a gong ponownie rozbrzmiewa, tym razem mnich uderza w niego raz po raz w szybkim tempie. Cesarz i Cesarzowa stoją ramię w ramię, spoglądając na swój lud, a słońce wychyla się zza strzelistych dachów, by świetliste promienie mogły paść na bladą twarz Hwayeon. Dla niej nie ma już odwrotu. 

Po koronacji Hwayeon zostaje ponownie zaprowadzona do łaźni, dokładnie umyta i namaszczona olejkami (Sangmi znów naciera jej skórę  perfumą z róż i pelargonii), ubrana w zwiewną, białą szatę, której spód wykańcza złota nić. Potem pierwszy raz może zobaczyć swoje komnaty, składają się na nie mały salon i pokaźna sypialnia, do której to zostaje zaprowadzona. Na stoliku czeka już imbryk z herbatą, dzban wina i przekąski. Służące oddalają się, Sangmi posyła jej jeszcze ciepły uśmiech, po czym i ona wychodzi. 

Żadnych wskazówek, nic. Hwayeon musi polegać na tym, czego nauczyła się od dworskich nauczycieli, gdy przychodzili do jej domu, by przygotować przyszłą Cesarzową do nowej roli. 

Jest Cesarzową. Unosi ręce i upuszcza je, by opadały swobodnie; delikatny materiał przyjemnie pieści wrażliwą po kąpieli skórę. 

Niezupełnie wie, jak powinna się czuć, po prostu… w głowie panuje dziwna pustka. Jest trochę zagubiona, ale jednocześnie gotowa wypełnić swoje zadanie. Podchodzi do toaletki i spogląda na włosy, które bez przeszkód spływają po plecach kaskadami. Głowę zdobi delikatny, złoty diadem z granatowym kryształem po środku. 

Rozlega się skrzypienie drzwi, a dziewczyna lekko podskakuje, przykładając rękę do piersi. 

— Nie ma potrzeby się bać, Cesarzowo. — Cesarz uśmiecha się szeroko, a jest to tak ciepły uśmiech, że Hwayeon nie potrafi go nie odwzajemnić. Rozciąga lekko wargi i chyli głowę w geście powitania. 

— Cesarzu. 

— Siadaj, siadaj. — Macha ręką, a z twarzy nie znika uśmiech. — Nalejesz mi herbaty? 

Hwayeon kiwa głową, klęka, delikatnie podciąga długi rękaw i podnosi imbryczek. Aż sama się dziwi, że potrafi z gracją nalać dwie czarki naparu, nie rozlewając ani kropelki. Cesarz w tym czasie sadowi się na błękitnej poduszce przy stoliku i przypatruje się dziewczynie. 

— Wiesz, dlaczego cię wybrałem? — Kładzie ręce na kolanach i nachyla się w jej stronę ze świecącymi oczami. 

— Ze względu na mój wygląd? — Hwayeon odstawia imbryk i podaje Cesarzowi czarkę, którą ten bierze, kiwając głową w podzięce. 

— Jak tak to ujmujesz, to naprawdę wychodzi ze mnie próżny potwór, który porywa biedne dziewczęta, by je pożreć. 

— A nie jest tak? — Zdanie wymyka się z jej ust, nim zdąży pomyśleć. Z bijącym sercem spogląda na mężczyznę, który parska herbatą i zaczyna się śmiać. 

— Masz w sobie iskrę, moja droga Cesarzowo, muszę ci to przyznać. Między naszą dwójką nie musisz się powstrzymać, śmiało mów, co myślisz. Jednak przy dworze musisz uważać i nie podważać autorytetu Cesarza, bo nawet władza absolutna ma ograniczenia. 

Hwayeon ukrywa się w czarce herbaty, podnosząc ją i pijąc powoli. 

— Powracając do tematu… Nalej mi wina. — Cesarz skubie palcami marynowane mięso z królika wyłożone w czarnej misie. 

Cesarzowa w tym czasie nalewa mu alkoholu, a potem wraca do siedzenia na piętach. Cesarz wypija jednym haustem i odstawia czarkę z całkiem sporą siłą; aż naczynia na stoliku brzęczą, zderzając się ze sobą nieznacznie. 

— Była kiedyś kobieta… jej oczy świeciły zupełnie jak twoje, a włosy były niczym nocne niebo. Parę miesięcy temu odwiedzałem twojego ojca, było dość późno, a w ogrodzie zobaczyłem ciebie i przez chwilę… przez chwilę miałem wrażenie, że to ona. Chodziłaś z kwiatkiem i zrywałaś jego płatki, jeden po drugim. — Cesarz śmieje się cicho. — Ach, wyglądałaś zupełnie jak ona, tak samo piękna i tak samo pełna życia. A że moja matka codziennie przychodziła, by wspomnieć, że chce dziedzica, że chce Cesarzową… Wydałaś się odpowiednią kandydatką. Nalej mi jeszcze. — Wyciąga rękę z czarką przed siebie.

Hwayeon usłużnie nalewa wina, a coś w jej wnętrzu się łamie. Czy naprawdę sądziła, że to ona jest taka wyjątkowa? Czuje się zawiedziona sobą samą. Prycha pod nosem, nalewa wina i sobie, po czym wypija duszkiem. Nie jest jednak przyzwyczajona do alkoholu, więc zaczyna się krztusić, co wywołuje gromki śmiech u Cesarza. Gdy Hwayeon spogląda na niego załzawionymi oczami, widzi te urocze kurze łapki w kącikach oczu mężczyzny. 

— Pierwszy raz?

— Pierwszy raz taką ilość. — Hwayeon krzywi się, ale i tak nalewa jeszcze i sobie, i Cesarzowi. 

— Droga Hwayeon… Może opowiesz mi coś o sobie, hm? — Cesarz sączy wino i rozsiada się wygodniej, spoglądając wyczekująco na dziewczynę.

— Lubię czytać. 

— Biblioteka stoi otworem.

— Naprawdę? — Hwayeon ma ochotę dać sobie w twarz za to, że w jej głosie tak bardzo pobrzmiewa wręcz dziecięca nadzieja. 

— Oczywiście. — Cesarz zaśmiewa się pod nosem i wypija cały pozostały alkohol. — Co lubisz czytać?

— ...historie? — Hwayeon marszczy brwi i sięga, by znowu nalać im obu wina. — Myślę, że się skończyło. — Potrząsa dzbankiem. — Tak, skończyło. 

— Wina! — krzyczy Cesarz w stronę drzwi, a za chwilę przybiega służąca z pełnym dzbanem i zabiera pusty, wycofując się w ukłonie, ale Cesarz nie zwraca na nią uwagi. — Coś jeszcze?

Czas upływa spokojnie, Hwayeon co chwilę nalewa wina, w pewnym momencie oboje zajadają się przekąskami, a w głowie Cesarzowej zaczyna przyjemnie szumieć. 

— …i wtedy wbiłem głowę tego skurwiela na pal, a Generał Han wetknął ją na mur. Ale płakali. — Cesarz śmieje się tubalnie. — A my się śmialiśmy, śmialiśmy się tak bardzo, że przestali płakać i zaczęli nas wyzywać. Więc powybijaliśmy ich co do jednego, jakbyśmy karczowali las. 

— Ale jak zajęliście miasto? Słyszałam, że to była twierdza nie do zdobycia.

— Bo widzisz, moja kochana Cesarzowo, ludzie to parszywe szczury, zawsze znajdzie się taki, co zdradzi. Nie daj sobie wmówić, że naród jest święty i biedny, bo wszyscy wokół ich atakują; ten naród też gwałci i morduje. Ludzie to ludzie, władza to władza, a ja… Ja chcę stworzyć niepokonane imperium. 

— Czyli przedarliście się przez mury Teny dzięki zdrajcy? — Hwayeon sięga po marynowaną rzodkiew i podgryza, chrupiąc. 

—  Kosztowało nas to sporo złota, później pozwoliliśmy mu uciec, ale nie wiem, jak daleko udało mu się ubiec, bo następnego dnia zdradziłem całemu miastu, dzięki komu ich mężowie zginęli, a Tena upadła, co praktycznie utorowało nam drogę do całego państwa.

— Z tej perspektywy wojna wydaje się być prosta. Brutalna, ale prosta.

Cesarz wybucha gromkim śmiechem. 

— Och, dworskie intrygi są na pewno bardziej skomplikowane. — Spogląda na nią, a jego uśmiech powoli znika, a wzrok łagodnieje; oczy jakby się lśnią. — Naprawdę cieszę się, że to ty jesteś moją Cesarzową. 

— Dziękuję. — Hwayeon chce nalać wina, ale alkohol już na nią działa i sporo rozlewa się po stoliku. 

— O, ho, ho! — Cesarz wstaje i wyciąga rękę, by powstrzymać dziewczynę przed zrobieniem jeszcze większego bałaganu. — Myślę, że alkohol spełnił już swoje zadanie. 

Gdy potem Hwayeon leży na łóżku jest wdzięczna, że Cesarz pozwolił jej pić. Jest gorąco, pocałunki na odsłoniętej szyi są mokre i łaskoczą; ma wrażenie, że broda wręcz ją rani. Jest niewygodnie, choć łóżko zrobiono z najdelikatniejszych materiałów, a pościel została wypełniona gęsim pierzem. 

Cesarz do niej mówi. Mówi dużo, a głos wydaje się ciepły i kojący. Szepcze tuż koło ucha, wywołując dreszcze, mamrocze całując drogę po wewnętrznej stronie ud; dźwięk wibruje, gdy dociera do jej kobiecych części. Hwayeon wciąga powietrze zaskoczona, ale Cesarz szybko porzuca tamto miejsce. Gładzi jej nogi, przejeżdża rękę z góry do dołu, a Hwayeon oddycha ciężko, oczekując, co dalej.

W pewnym momencie Hwayeon zbiera się na odwagę i spogląda na mężczyznę między jej rozchylonymi nogami. Szata spływa, ukazując ich bladą skórę i ciemniejszą rękę Cesarza pokrytą pierścieniami z kolorowymi kamieniami. Na początku były zimne, ale teraz nie wywołują już szoku w kontakcie ze skórą. 

Wchodzi w nią z cichym sapnięciem, Hwa z kolei chce krzyknąć, ale udaje jej się powstrzymać. Zaciska wargi, a Cesarz zaczyna powolne ruchy, które wstrząsają całym ciałem dziewczyny. Pieszczoty nie ustają, za co jest wdzięczna. Pocałunek w szyję, dotknięcie piersi — to wszystko pozwala zapomnieć o tępym bólu między nogami. 

W komnacie jest gorąco, Hwayeon coraz ciężej oddycha i czuje, że jej policzki są całe zarumienione, ale w końcu mają koniec lata, noce jeszcze są ciepłe. Pot perli się na czole, a ruchy Cesarza stają się szybsze, pieszczoty bardziej chaotyczne. W końcu gorące jak ogień ciało mężczyzny nieruchomieje na moment, Hwayeon bierze parę głębszych wdechów, a po chwili Cesarz się odsuwa, by pocałować ją w czoło i paść z boku. 

Zasypia szybko, jednak Hwayeon nie jest to dane. Leży z rozwartymi nogami i rozchyloną szatą ukazującą jej drobne piersi. Czuje się… pusta. Spełniła swój obowiązek, ale brak jakiejkolwiek satysfakcji. Unosi rękę, by przykryć oczy i zaczyna płakać. Cesarz obok cicho pochrapuje.